Dzień pióra wiecznego 2016 – relacja

Na Dzień Pióra Wiecznego 2016 wybrałam się, bo moim pierwszym skojarzeniem z piórem jest papier, a ten kocham. Szczególnie pod postacią notatników, które również kojarzą mi się z piórem. Pióro, papier, kaligrafia – od jednej myśli, do kolejnej, postanowiłam wziąć udział w tym wydarzeniu, a nawet zapisać się na warsztaty kaligrafii. Jesteście ciekawi, co z tego wyniknęło?

Wprawdzie Światowy Dzień Pióra Wiecznego (Fountain Pen Day) obchodzony jest w pierwszy piątek listopada, ale wiadomo – w sobotę łatwiej wykroić chwilę na udział w targach i warsztatach. Pewnie dlatego wydarzenie zorganizowano w sobotę, 5 listopada. Jak piszą organizatorzy, po raz pierwszy było ono otwarte. I w dodatku od razu dość duże – w Muzeum Etnograficznym w Warszawie znalazło się kilkanaście stoisk, miejsca na warsztaty kaligrafii i przestrzeń z kanapami i stolikami, idealna na rozmowy o wyższości jednego atramentu nad innym lub zaletach konkretnych piór.

Warsztaty kaligrafii

Kaligrafia to był główny magnes dla mnie. Z błyskiem w oku obserwuję w internecie wszystkie piękne projekty DIY, notatniki bullet journal i zachodzę w głowę, jak ludzi to robią, że tak pięknie piszą. Teraz już wiem – ćwiczą! Niby nic odkrywczego, ale wiedzieć, że trzeba ćwiczyć a wiedzieć, jak to robić, to dwie różne kwestie. Właśnie dlatego postanowiłam zapisać się na warsztaty kaligrafii. To moje pierwsze zajęcia tego typu, dlatego jedynym wyobrażeniem na ich temat było to, że będą litery, pióra i papier.

I oczywiście wszystkie te elementy były, ale przede wszystkim była znakomita prowadząca: Barbara Galińska. A do tego liniuszki, obsadki ze specjalnymi stalówkami (wygotowane, czyściutkie) oraz kolorowe atramenty. Do tego cały arsenał narzędzi do kaligrafii, w tym te zrobione samodzielnie przez prowadzącą. Niesamowite!

kaligrafia2

Tematem zajęć były zasady pisania ostrą stalówką. W ramach warsztatu omówione zostały podstawy eleganckiego kroju Copperplate, szybkiego Spencerian Script i Modern Calligraphy. Ponieważ mogłam zostać tylko na dwóch pierwszych, podzielę się swoimi wrażeniami z tej części warsztatu.

Gotowy zapis danym krojem pisma wygląda, jakby całość była pisana płynnie i jakby to było dość proste. Tymczasem – co odczułam szczególnie przy pracy nad Copperplate – kaligrafia wymaga skupienia. Najpierw trzeba odpowiednio ustawić rękę. Jeśli piszemy kursywą, w doborze kąta pomaga liniuszek. Istotna jest także kolejność stawiania kresek i siła nacisku.

Biorąc to wszystko pod uwagę, prowadząca wyjaśniała krok po kroku – na przykładzie wybranych liter – cechy danego kroju. Zaczęliśmy od Copperpalte, który dla mnie jest nieco zbyt ozdobny, pisze się nim wolno. Wygląda pięknie, gdy jest wykonany prawidłowo, ale wymaga wiele wprawy. Ćwiczyliśmy b, a, c – po tych kilku literach wiem, że bardzo trudno mi zachować taką samą wielkość brzuszków dla wszystkich liter, a to niezwykle ważne w tym kroju. Charakteryzuje się on bowiem tym, że gdy przykryjemy górną część znaków, dół tekstu ułoży się w identyczne ’fale’.

kaligrafia3
Barbara Galińska prezentuje kroje pisma podczas warsztatów: baca (krojem Copperplate), alfabet (krojem Spencerian).

Bardzo spodobał mi się za to krój Spencerian i na nim się skupiam – ćwiczę w domu. Wydaje mi się, że ten krój daje większe pole manewru, jest bardziej swobodny. Podobno został stworzony do szybkiego pisania, ale muszę powiedzieć, że jeszcze nic mi się nim nie udało zanotować szybko;) W wolnych chwilach zamierzam sięgnąć do ćwiczeń (klik) zaproponowanych przez prowadzącą.

Zabierając się do ćwiczeń kaligrafii jeszcze raz przekonałam się, jak prawdziwa jest wbijana mi do głowy od dzieciństwa fraza, że pióro wieczne dopasowuje się do nas, uczy się naszej ręki i naszego charakteru pisma. Nad tym ostatnim oczywiście możemy pracować, ale mam wrażenie, że nawet ćwicząc konkretne kroje pisma, wkładamy w to osobowość i efekty nie będą identyczne. Zapewne wiele o osobowości mówi też to, które kroje się preferuje. Cóż, lubię móc pisać szybko i chciałbym pisać ładnie – Spencerian wydaje się spełniać te warunki, a moje pióro chętnie mu się poddaje.

Jak w obcym kraju

Amator taki jak ja może się podczas Dnia Pióra Wiecznego poczuć, jakby wylądował w innym kraju, którego język jest mu obcy. Obyczaje, choć przypominają te znane z jego własnych nawyków, są pełne niuansów.

Gubię się w literkach, symbolach, nazwach. Nie potrafiłabym (jeszcze) uporządkować stalówek według typu i grubości. Jeszcze tydzień temu nie wiedziałam czym jest stalówka z fleksem, ani że atrament może się zepsuć (śmierdzi wtedy nieludzko!)

Ale uczę się i czuję, że za tymi wszystkimi określeniami kryje się piękny świat pełen pasji, wytrwałości i sympatii do siebie nawzajem. Przekonałam się o tym podczas warsztatów i przekonuję się, czytając posty w grupie Kochamy pismo ręczne. Dobrze mi w tym świcie, nawet jeśli wciąż jestem tam turystą bez mapy.

Lista życzeń

Po wydarzeniu moja lista życzeń papierniczych urosła o lekkie, niewielkie pióra i kolorowe atramenty. Na dobry początek wybrałam atrament francuskiej firmy J.Herbin – niepozorna, 10-mililitrowa buteleczka kryje odcień o nazwie Ambre De Birmanie. To mój jedyny zakup targowy. Kolor jest fenomenalny, a ponieważ nie był dostępny w nabojach, skorzystałam z podpowiedzi starych wyjadaczy i wstrzyknęłam atrament do zużytego naboju.

Śledzę też rozmowy i porady na forach i zapewne w moim piórniku zagoszczą wkrótce pióra Kaweco oraz Lamy – spośród wielu marek obecnych na targach i tych przewijających się w rozmowach, te dwie są zarówno przystępne cenowo, jak i mają modele w odpowiadającym mi stylu.

Na stoisku Bazarnika – o czym przeczytałam dopiero po wydarzeniu – odbywały się warsztaty sygnowania. Można się było na nich zapoznać z zasadami parafowania i sygnowania dokumentów biznesowych oraz sposobami sprawdzania ich autentyczności. Wszystko to brzmi na tyle ciekawie, że będę polować na podobne zajęcia podczas innych targów. Równie interesująco zapowiadała się prezentacja ‘Co kryje kredka’ firmy Faber-Castell, na którą niestety również się nie załapałam. Może następnym razem. Bo oczywiście się wybieram, jeśli tylko podobne wydarzenie będzie organizowane za rok 🙂

>>> Byliście?
>>> Jakie wrażenia?

Odwiedź mnie na Facebooku: facebook.com/SarnieZycie
Zajrzyj na Instagram: instagram.com/sarnie.zycie

Podobne posty – zainspiruj się!

Pisanie odręczne – oldskulowa czynność i moc korzyści

Prowadzenie dziennika – sprawdzone sposoby na osiąganie równowagi przez pisanie

Agata Szczotka-Sarna

Fanka prostych przyjemności - dążę do bardziej świadomego życia, poszukuję minimalizmu w miejskim życiu. Prywatnie jestem mamą Edgara i Eryki, żoną M., właścicielką buldożka francuskiego imieniem Brutus. Staram się w swoim tempie i stylu godzić to, co rodzinne, z tym, co zawodowe. Dzięki blogowi spełniam się jako twórcza dusza.
Agata Szczotka-Sarna