magazyn reporterski non fiction

Non/fiction – nieregularnik reporterski – spełnione obietnice i dwa drobiazgi, który warto poprawić

Premiera nieregularnika reporterskiego Non/fiction to dobra wiadomość dla fanów literatury faktu i miłośników papieru. W teorii coś dla mnie, a w praktyce? Przeczytajcie, co mnie urzekło w nowym czasopiśmie, a co moim zdaniem wymaga jeszcze uwagi.

Czasopism w formie papierowej kupuję… coraz więcej, i coraz częściej są to kwartalniki. Bardzo nieminimalistycznie i bardzo w klimacie slow 😉 Dlaczego właśnie tak i jakie to czasopisma, napiszę innym razem. Dziś o nowym magazynie, którego oficjalna premiera zbiegła się z Niech Żyje Papier 4 – jednym z moich ulubionych wydarzeń targowych. Mowa o Non/fiction – nieregularniku reporterskim, który pochłonęłam.

Obietnice i fakty

Dobre czasopismo to dla mnie takie, którego redakcja dotrzymuje złożonych obietnic. Zespół Non/fiction nie tylko to robi, ale robi to w świetnym stylu. Na początku pierwszego numeru zamieszczono osiem punktów – nazwałabym je manifestem, ale mam wrażenie, że autorki stronią od wielkich słów.

W każdym razie te osiem punktów to dla mnie właśnie lista obietnic. Od tych czysto technicznych, jak druk na wysokiej jakości papierze czy dbałość o opracowanie graficzne. Przez sprawy organizacyjne jak wyznaczanie tematu przewodniego każdego numeru. Są wreszcie w tych ośmiu punktach i takie kwestie, jak równość w relacji redakcja – czytelnik i współpraca z innymi czasopismami. Osiem zgrabnych punktów z wizją przyjaznego otoczenia dla rozwoju kultury non fiction i w bardzo bliskim mi nieśpiesznym klimacie. Tyle obietnic, a jak to wygląda w rzeczywistości?

Zacznę od tego, że zetknięcie się z twórczyniami i redaktorkami naczelnymi pisma (Karolina Bednarz, Dorota Groyecka) to bardzo pozytywne doświadczenie. Choć była mi dana jedynie przelotna rozmowa na stoisku podczas targów Niech Żyje Papier, zabrałam ze sobą to pozytywne wrażenie. Mój syn zabrał za to ciasteczka non fiction, które nie dość że ładne, to podobno były też dobre. I podczas gdy Edgar pochłonął ciacho, ja pochłonęłam zawartość magazynu.

Non/fiction nr 1: Głód – temat przewodni

Wcale nie oznacza to, że teksty są krótkie, lekkie i przyjemne. Są po prostu dobre albo bardzo dobre. Bez nadmiaru słów. I naprawdę wszystkie są na temat głodu, który stanowi motyw przewodni pierwszego numeru. Podkreślam to, bo o ile pisma często deklarują, że konkretny numer ma wiodący temat, o tyle często się okazuje, że ma on pierwszeństwo w kilku zaledwie tekstach.

Tutaj jest wszechobecny w dobrym sensie tego słowa. Bo nie jest to obecność jednowymiarowa. Przede wszystkim różne są formy: rozmowy, fotoreportaż, a nawet (świetny!) collage od Hekla Studio. Po drugie, różne są wymiary głodu, które z tekstów da się wyczytać: jest i ten ssący głód wynikający z niedożywienia, i głód bycia częścią społeczności, głód tworzenia, i głód normalności wyciszany marzeniami (mój chyba ulubiony tekst “Łódzkie księżniczki” autorstwa Zuzanny Bukłahy z rewelacyjną ilustracją Marcina Podolca).

zawartość czasopismo non fiction reportaż

Wielki sukces Non/fiction polega na tym, że o głodzie nie mówi do przesytu – karmi mózg na tyle, by go pobudzić do myślenia, ale za mało, by przestał szukać odpowiedzi.

Poważne non fiction – design czasopisma

Strona wizualna pisma – kolorystyka, typografia, ilustracje. Wszystko to razem gra pięknie. Za design i skład odpowiada Poważne Studio (brawo!), za to wśród ilustratorów różnorodność, która dodaje smaku, ale nie psuje harmonii. Nawet obiecany papier wysokiej jakości zapowiada szlachetne zużywanie się. W tym miejscu pierwszy drobiazg, który moim zdaniem wymaga większej uwagi – kolorystyka w przypadku infografik, a dokładnie niebieski tekst na czarnym tle (bardzo trudne w odbiorze, a przecież w infografice liczy się możliwość szybkiego ogarnięcia okiem danych).

Drobiazgi tworzące dobre pismo

Co jeszcze mnie urzekło:

  • sposób przedstawienia autorów – trzy pytania do każdego z nich, a my w odpowiedzi dostajemy między innymi listę znakomitych lektur („Jaka książka non-fiction wywarła na tobi eostatnio największe wrażenie?”)
  • porządne szycie i format (b5) – zwykle w takim formacie wolę zeszyty, nie czasopisma, ale tym razem traktuję magazyn bardziej jak książkę (zbiór tekstów non-fiction na jeden temat). I tutaj drugi drobiazg, który moim zdaniem warto poprawić, a przynajmniej przemyśleć: zapisanie na grzbiecie nie tylko numeru, ale również (a może zamiast?) tematu przewodniego
  • temat kolejnego numeru: “dom” i zapowiedź, że pojawi się on już w grudniu (czyli jest szansa, że Non/fiction będzie bliżej do kwartalnika niż nieregularnika  <3 )

Mieliście już okazję przeglądnąć magazyn Non/fiction?
A może pochłonęliście pierwszy numer tak jak ja?
Jakie macie wrażenia?

Odwiedź mnie na Facebookufacebook.com/SarnieZycie
Zajrzyj na Instagraminstagram.com/sarnie.zycie

Podobne posty – zainspiruj się!

Niech żyje papier 2! – relacja z wydarzenia

Co przedmioty mówią minimaliście? Refleksje po lekturze “Języka rzeczy”

Agata Szczotka-Sarna

Agata Szczotka-Sarna

Fanka prostych przyjemności - dążę do bardziej świadomego życia, poszukuję minimalizmu w miejskim życiu. Prywatnie jestem mamą Edgara i Eryki, żoną M., właścicielką buldożka francuskiego imieniem Brutus. Staram się w swoim tempie i stylu godzić to, co rodzinne, z tym, co zawodowe. Dzięki blogowi spełniam się jako twórcza dusza.
Agata Szczotka-Sarna
  • Wielopokoleniowo 3

    Nie słyszałam zupełnie o tym magazynie….

  • Nie miałam pojęcia o tym magazynie! Dzięki za cynk! Zajrzę z ciekawosci.

  • świetnie, że dopisałaś jeszcze tę sekcję dodatkowo 🙂

    • Zupełnie mi się pewne punkty nie mieściły gdzie indziej, a chciałam wspomnieć o tych drobiazgach, bo moim zdaniem na nich się buduje klimat 😉

  • Powiem Ci, że mnie zainteresowałaś. Zajrzę w nie jak będę mieć okazję gdzieś dorwać !

  • Hania Zawisza

    Jestem raczej laikiem. Ale tak całkiem z boku szczerze mówiąc grafika mnie na kolana nie powala…

    • Ja też jestem graficznym laikiem – po prostu mi się podoba. Ale też nie oceniaj, proszę oprawy graficznej pisma po moich niewprawnych zdjęciach, bo na żywo na pewno jest lepiej 😉