Plany, chcenia i marzenia #2 – październik 2016

Wrzesień upłynął mi pod znakiem powrotu z trybu wakacyjnego do trybu roku szkolnego. I myślę sobie, że czas, gdy możesz mierzyć czas w latach szkolnych, a nie kalendarzowych jest cudowny. Najpierw, gdy jesteś dzieckiem, nastolatkiem, studentem i później, gdy to twoje dzieci stają się uczniami. Sama też wróciłam do szkoły życia – znowu jestem mamą, znowu przepracowuję podobne obawy, lęki, ale i radości. Znowu, ale jednak inaczej niż sześć lat temu – na wolniejszym biegu, bardziej świadomie. Oto podsumowanie września i październikowy zestaw pod hasłem „plany chcenia i marzenia”.

Wśród parków Woli odkryłam Skwer Apfelbauma

Zaplanowana na wrzesień runda po parkach Woli rozpoczęta, ale nie zakończona. I właściwie dobrze, bo pośpiech to kompletne zaprzeczenie tego mini projektu. Na liście miejsc nowo odkrytych Skwer Apfelbauma zapisuję z dużym plusem. Co ciekawe, od pierwszej wizyty kojarzy mi się głównie z dźwiękami. Mimo że w pobliżu przebiegają trzy ulice, to odgłosy parku wybijają się na pierwszy plan: głuche pacnięcia spadających żołędzi, szelest trawy i liści, gdy małe stopy robią skrót na plac zabaw, krzyki i śmiech dochodzące z tegoż placu. Do tego ławki z wysokimi zagłówkami – nie widziałam tak wygodnych w innych parkach. I – spotykane także w innych miejscach, ale tutaj w całkiem dobrym stanie – stoły do gry w „Chińczyka”. Jesienią można przysiąść i grać pionkami zrobionymi z żołędzi, kasztanów, patyczków albo kamyków.

Upraszczam życie i cieszę się małymi i większymi sukcesami

Planowanie posiłków to mój mały wrześniowy sukces. Oceniam, że udało się zrealizować plany w 80 procentach, choć po drodze pojawiło się ułatwienie w postaci dłuższego wyjazdu M., kiedy to planowałam główne posiłki właściwie tylko dla siebie. Wspólnie odkryliśmy za to, że planujemy więcej niż jesteśmy w stanie przejeść i że do niektórych potraw wracamy chętniej niż do innych. Teraz to mamy czarno na białym 😉 Przyznaję również, że nieco poluzowaliśmy system – wystarcza nam na dany tydzień lista na zasadzie pomysłów na śniadanie, obiad, kolację i przekąski. Zgodnie z tym robimy zakupy. Co kiedy zjemy, ustalamy na bieżąco dbając o to, aby nic się nie zmarnowało. Myślę, że to lepsze niż ścisły plan, bo trudno w nim uwzględnić – czasami wypadające z dnia na dzień – wyjazdy, spotkania na mieście itp.

O ile planowanie posiłków oceniam na wykonane w 80%, o tyle minimalizowanie księgozbioru nabiera tempa. Usunęłam z biblioteczki prawie 30 książek, część wymieniając na różne pyszności – od ciasteczek, przez kawę, po oliwę z oliwek w opakowaniu, które można ponownie uzupełnić (wspaniale, że ktoś to wziął pod uwagę!). Przy okazji napisałam kilka postów pod hasłem „Minimalistyczna rewolucja w biblioteczce” (czytaj więcej – klik), co pomogło mi uporządkować myśli i lepiej zaplanować dalsze kroki w minimalizowaniu księgozbioru. To mój większy wrześniowy sukces.

Czy są jakieś postępy w robieniu zdjęć?

Gorzej z robieniem zdjęć, bo nie zdołałam codziennie robić ich aparatem. W ogóle jakoś sprawniej idzie mi ten punkt z telefonem. Jest lżejszy, zwykle mam go przy sobie. No i nie wymaga tak wielu ustawień, a z tym w aparacie radzę sobie słabo. Mimo to postanowiłam wybrać dwa zdjęcia, które uważam za najlepsze w tym miesiącu:

Najlepsza fotka z telefonu – cieszę się, że udało mi się uchwycić klimat chwili i buńczuczną minę Młodego.

tatuaż tymczasowy

Najlepsza fotka z aparatu – daję sobie plus za złapanie jesiennego słońca i symbolu tej pory roku.

jesienne przyjemności

Nie ruszyłam ani jednej z książek zaplanowanych na wrzesień. Co nie oznacza, że nie czytałam;) Wręcz przeciwnie – przyłączyłam się do grupy wymieniającej się książkami i… czytam, czytam, czytam, a nawet przekonuję się do autorów, których wcześniej spisałam na straty. Wspaniale!

Plany, chcenia i marzenia wrześniowe spełniły się zacnie. Nie tylko te zapowiedziane na blogu. Bo w tej rodzinnej codzienności było wiele wspaniałych chwil:

  • urodziny Edgara i jego dzień – czytaj więcej: klik
  • moje pierwsze wyjście do kina z synem (bez córeczki) oraz związane z tym pokonywanie obaw – niestety nie udało się przy tej okazji zostawić telefonu w domu, ale będę próbować dalej zgodnie z naszym planem – czytaj więcej: klik
  • pasowanie Młodego na ucznia

Plany, chcenia i marzenia – październik 2016

W październiku kontynuuję przygodę z parkami Woli, planowaniem posiłków oraz nauką fotografii. Po zrobieniu porządków na Kindle’u pozostaje mi zmienić format plików oraz uporządkować archiwum ebooków i z tym chcę się uporać w tym miesiącu. Nie robię też listy lektur – jakoś przyjemniej dać się ponieść temu, co się trafia na wymianie albo jako okazyjny zakup z mojej listy życzeń. Co jeszcze w tym miesiącu?

1. Wracam na treningi!

Capoeira to coś, za czym tęsknię od miesięcy. Teraz mam już oficjalne lekarskie pozwolenie na powrót do treningów. Bez forsowania się, bez intensywnych ćwiczeń na mięśnie brzucha, ale mogę trenować! Planuję zacząć do jednego treningu w tygodniu i dodatkowo przyłączyć się do grupy ćwiczącej układ maculele. Bardzo się cieszę na to wszystko ☺

2. Kontakt z dorosłymi

Ten punkt może brzmi absurdalnie, bo przecież spotykam dorosłych codziennie, rozmawiam z nimi. Ale brakuje mi takiego zaplanowanego, zadaniowego wyjścia do ludzi. Bardzo chcę się lepiej zorganizować i:

  • Wrócić do moich projektów w pracy, ale nie tak z doskoku, tylko faktycznie móc poświęcić im czas i uwagę.
  • Spotkać się z innymi mamami i tak po prostu pogadać.
  • Poprowadzić warsztaty dla kobiet, bo tego typu spotkania zawsze dodają mi energii.

3. Blogowanie

Poza tym, że wciąż pracuję nad robieniem lepszych zdjęć, mam też kilka marzeń i pomysłów, które chciałabym zrealizować:

  • Marzą mi się posty gościnne z dwóch blogów. Nie mam ich jeszcze odwagi zapytać, ale podczytuję i pałam coraz większą sympatią, więc chcę się przełamać i zaprosić autorów do siebie.
  • Pracuję nad cyklem postów, które umilą wam długie jesienno-zimowe wieczory. Pierwszy artykuł z tego cyklu już w najbliższą sobotę 😉
  • Napisałam swój pierwszy ebook i knuję, co z nim dalej – trzymajcie kciuki, to może jeszcze w październiku coś ruszy do przodu w tym temacie 🙂

Odwiedź mnie na Facebooku: facebook.com/SarnieZycie
Zajrzyj na Instagram: instagram.com/sarnie_zycie_blog

Podobne posty – zainspiruj się!

Plany, chcenia i marzenia #1 – wrzesień 2016

Jak sprawdzić, czy żyjesz zgodnie ze swoją wizją

Agata Szczotka-Sarna

Fanka prostych przyjemności - dążę do bardziej świadomego życia, poszukuję minimalizmu w miejskim życiu. Prywatnie jestem mamą Edgara i Eryki, żoną M., właścicielką buldożka francuskiego imieniem Brutus. Staram się w swoim tempie i stylu godzić to, co rodzinne, z tym, co zawodowe. Dzięki blogowi spełniam się jako twórcza dusza.
Agata Szczotka-Sarna