jak radzić sobie z niemocą - grafika z nagryzionym secem

Niemoc – jak sobie z nią radzić? Zdradzam jeden sprawdzony, choć niełatwy sposób

Niemoc. Płynę przez dni bez końca i bez początku. Wszystko się rozłazi. Nawet nie chce mi się patrzeć w kierunku komputera, choć wiem, że pisanie zwykle pomaga. Tak samo jak medytacja. Ją też odpuściłam. Teraz, gdy ten stan już minął, mogę Wam opowiedzieć, jak sobie radzić z niemocą. Bo jest jeden sposób. Nadzwyczaj skuteczny, choć wcale nie łatwy.

Co wywołuje niemoc

Zdarzają mi się okresy, w których nie potrafię z siebie wykrzesać energii. Zwykle wiążą się z podobnymi okolicznościami:

Zamknięcie dużego wyzwania / zadania – o dziwo szczególnie wtedy, gdy to zamknięcie jest pozytywne i kończy się sukcesem. Ostatnio pracowałam nad nowym pomysłem. Research, rozważanie różnych wariantów. Nawet gdy o tym nie myślałam, mój mózg zasuwał niczym aktualizacje w tle. I gdy poszczególne klocki poukładały się w zarys spójnej kampanii, po prostu powiedział dość. Wygląda to trochę tak, jakby domagał się: zrobiłem swoje, teraz daj mi spokój.

Przetrenowanie / brak snu – oba te stany zdarzają mi się rzadko, ale prawda jest taka, że treningi ratują mnie od szaleństwa domowego, więc pomykam na nie mimo zmęczenia. A sen, cóż, staram się o niego dbać, ale czasami jest to trudne. Bo akurat córka ząbkuje, bo syn obudził się wyjątkowo wcześnie, bo trzeba wstać na badania. Zmęczone ciało robi ze mnie zombie – poruszam się, ale jakoś tak sztywno, tępo gapiąc się w przestrzeń.

Stan zawieszenia / oczekiwania – moment, gdy wszystko, co było do zrobienia po mojej stronie zostało zrobione i… czekam na rezultat lub działanie drugiej strony. Szczególnie irytujące to jest podczas badań, gdy trzeba czekać na wynik. Albo gdy diagnoza wymaga wielu konsultacji i wizyt u kilku lekarzy. Szczerze tego nie znoszę, a taki właśnie maraton po gabinetach musiałam odbyć.

No właśnie. Jedna okoliczność może nie wywołałaby tak głębokiej niemocy, ale trzy skumulowały się i… odpadłam. Najgorsze w stanie niemocy jest to, że znane recepty i sposoby nie działają, bo po prostu brak na nie siły. Wiem na przykład, że zwykle pomaga mi pisanie, medytacja, trening. Jednak gdy ogarnia mnie niemoc, jestem w stanie tylko słuchać radia albo oglądać ciągiem seriale i to pod warunkiem, że ktoś je wybrał i włączył za mnie.

Sposoby radzenia sobie z niemocą

Ponieważ stan się przedłużał, postanowiłam zapytać znajomych, czy im też trafia się taka kumulacja wywołująca niemoc. Okazuje się, że niemoc dopada wiele osób. I właśnie dlatego – wbrew temu, co czasami próbuje nam się wmawiać – warto mówić w mediach społecznościowych o swoich prywatnych rozterkach, warto korzystać z grupowej mądrości i zyskać wsparcie.

niemoc - zaopiekuj się sobą

Oto kilka podejść do tego problemu, które poznałam poprzez komentarze znajomych:

  • Coś miłego dla siebie: czekolada, joga, w domu z kocykiem i poduszką. Bliska mi opcja, niestety w stanie niemocy dla mnie zupełnie nierealna, bo wymagałaby działania z mojej strony.
  • Zażyć jakiś magiczny suplement / lek OTC – zupełnie nie dla mnie, bo kojarzy mi się z chorobliwym pędem i poszukiwaniem szybkiego rozwiązania-plastra.
  • Podejść do sprawy zadaniowo: spisać przyczyny, nadać im wagę (mega w-kw, medium i do wytrzymania), zaznaczyć rzeczy, na które mam wpływ, wpisać, co mogę z tym zrobić. Metoda podpowiedziana przez moją przyjaciółkę Noemi dobrze się sprawdza także dla mnie, jednak w nieco innych okolicznościach tzn. gdy jestem w stanie się zaangażować w proces myślenia, planowania.

Najlepsza na niemoc jest…

Niewykluczone, że któraś z powyższych metod Wam pomoże. Ja przekonałam się, że najtrudniej jest po prostu nie robić nic. Przeczekać. W końcu niemoc jakby się nudzi i… odchodzi. Im bardziej odpuszczamy walkę, tym bardziej ona odpuszcza dobijanie nas. Dlatego właśnie, gdybym miała wskazać jedną, sprawdzoną, choć niełatwą metodę radzenia sobie z niemocą, byłoby to właśnie przeczekanie, odpuszczenie, wynudzenie (się). Świetnie ujęła to Marta Olcoń-Kubicka:

“Takie nagromadzenie ciężkich i nieprzyjemnych doświadczeń wywołuje wrażenie, że coś w naszym życiu jest nie tak (a to przecież nieprawda). Nie zmuszać się do aktywności, które w lżejszych stanach zazwyczaj pomagają, nie oczekiwać nadmiernie, że tym razem zadziałają tak samo, bo tylko się będziesz frustrować. Przeczekać.”

Przy okazji, czytając komentarze znajomych, którzy też czasami spotykają się z niemocą, przypomniałam sobie słowa Trei Wilber z książki “Śmiertelni nieśmiertelni” o tym, że wszyscy dzielimy to samo – te same radości, te same problemy. Nawet jeśli mówimy o nich inaczej, są jakieś uniwersalne etapy, stany, które dotykają każdego. Myślę, że niemoc jest jednym z nich. I podpowiedź książkowa jest podobna:

„Oprócz nauczenia się, jak przejąć kontrolę i odpowiedzialność, człowiek musi wiedzieć, jak i kiedy poddać się, dać się ponieść, nie opierać się ani nie walczyć.” – Ken Wilber.

EDIT: Na FB, pod linkiem do tego artykułu pojawił się ważny głos na temat różnicy między niemocą a depresją. Ponieważ zdarza się, że trudno ją uchwycić, chcę, aby było jasne, o czym piszę powyżej. Mam na myśli niemoc jako stan – pochodną zmęczenia (fizycznego, umysłowego) lub zawieszenia w dalszym działaniu, który jest krótkotrwały. Trudno mi określić granicę czasową, bo jest bardzo indywidualna (ja po tygodniu zebrałam się w sobie i wróciłam do życia, choć też nie ze wszystkimi zadaniami od razu).

Myślę, że gdy niemoc przeciąga się na zbyt wiele dni, lepiej skontaktować się z profesjonalistą. I wiem również – bo sama przeszłam depresję – że może to być trudne właśnie dlatego, że nie mamy na nic siły. Tym bardziej zachęcam, aby pisać o swoich przeżyciach, dzielić się tym ze znajomymi, mówić, co się dzieje. A z drugiej strony: nie ignorować takich sygnałów we własnej sieci znajomych.

A Wy jakie macie sposoby na radzenie sobie z niemocą?

Odwiedź mnie na Facebooku: facebook.com/SarnieZycie
Zajrzyj na Instagram: instagram.com/sarnie.zycie

Podobne posty – zainspiruj się!

Zrób sobie dobrze – 35 przyjemności (drobnych, tanich i nie wymagających wysiłku)

Świadome życie – 3 lekcje z lektury „Szabatu” Heschela

Agata Szczotka-Sarna

Fanka prostych przyjemności - dążę do bardziej świadomego życia, poszukuję minimalizmu w miejskim życiu. Prywatnie jestem mamą Edgara i Eryki, żoną M., właścicielką buldożka francuskiego imieniem Brutus. Staram się w swoim tempie i stylu godzić to, co rodzinne, z tym, co zawodowe. Dzięki blogowi spełniam się jako twórcza dusza.
Agata Szczotka-Sarna