wielorazowe waciki bawełniane zero waste

Mniej śmieci w domu (część II) – wielorazowe waciki i klasyczna maszynka do golenia

Choć na mojej drodze do życia bez marnowania próbuję różnych opcji, nie wszystkie opisuję na blogu. Dziś jednak chcę opisać dwa produkty higieniczne, które łatwo zamienić na opcję zero waste. Wielorazowe waciki i klasyczna maszynka do golenia – te dwie zmiany w łazience pozwolą zaoszczędzić pieniądze i pomogą uniknąć masy śmieci. I w dodatku są bardzo przystępne.

Bez względu na to, czego ma dotyczyć zmiana na opcję zero waste, staram się trzymać zasady najpierw wykorzystaj to, co masz. Pewnie z tego powodu nie dorobiłam się jeszcze metalowej butelki na wodę (korzystam ze zużytych szklanych butelek po passacie pomidorowej oraz sokach) ani wypasionych pojemników na jedzenie (wykorzystuję już posiadane plastikowe oraz słoiki po przetworach). Podobnie było tym razem. Oto jak przygotowałam wielorazowe waciki.

Wielorazowe waciki bawełniane

Muszę Wam powiedzieć, że do niedawna w zasadzie w ogóle nie używałam wacików, bo też nie sięgałam po kosmetyki wymagające ich zastosowania – żadnych toników, maseczki zmywałam dłońmi. Czasami zmywałam lakier do paznokci i wtedy po prostu sięgałam po papier toaletowy.

Ponieważ jednak zalecenia dermatologiczne dotyczące pielęgnacji skóry twarzy obejmują korzystanie z toniku, a ja nie umiem tego robić wklepując go (wiem, że się da, ale jakoś nie potrafię), stanęłam przed koniecznością zorganizowania wacików. Oczywiście mogłam poczytać, z jakiego materiału najlepiej je zrobić i jak, ale po co, skoro pod ręką miałam zużytą bawełnianą koszulę i nożyczki?

Wielorazowe waciki – zrób to sam

Sama historia koszuli jest długa i też w opcji zero waste. Otóż, kupiłam ją – jak wiele moich ubrań – w second handzie za 1 zł. Kupiłam z myślą o wykorzystaniu po porodzie i tak właśnie jej używałam, włącznie z tym, że była ze mną w szpitalu, gdy rodziłam Erykę. Tak więc koszula służyła mi dzielnie przez blisko dwa lata, a teraz przeszła metamorfozę, zmieniając się w 87 wielorazowych wacików bawełnianych.

Odrysowałam koła od kubka i nożyczkami pocięłam materiał. Najpierw wycięłam około 30 sztuk wacików. Korzystało się z nich dobrze, więc nożyczki ponownie poszły w ruch i tak powstała sterta wacików, którą widzicie na zdjęciu. Nie obszywałam ich, bo nie mam maszyny, a poza tym mam poczucie, że zero waste nie musi być wymagające.

waciki zero waste ze starej koszuli

Waciki zero waste – porady

Teraz, gdy już wszystkie moje waciki z koszuli przeszły bojową ścieżkę z praniem włącznie, mogę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami:

  • Wycięłam koła i przyłapałam się na tym, jak stajemy się niewolnikami wzorów. Bo wiecie co, kwadratowe byłyby równie dobre, a wówczas nie powstałyby niepotrzebne ścinki materiału.
  • Dopiero gdy pocięłam całą koszulę, z rękawami włącznie, zorientowałam się, że akurat rękawy warto zachować w całości, bo zszyte w jednym miejscu stworzyłyby świetne woreczki na zakupy – podpowiedź dla tych, którzy jeszcze swoich koszul nie pocięli 😉
  • Nieobszyte waciki się strzępią, na szczęście nitki łatwo zebrać. Mnie to jakoś szczególnie nie przeszkadza, ale dla bardziej wymagających osób może to być problem i wtedy polecam obszywanie.
  • Korzystałam z wacików wyłącznie do tonizowania skóry, ale zamierzam je też stosować do zmywania maseczek, a nawet przemywania drobnych ran, w których zdobywaniu specjalizuje się mój syn.
  • Waciki dobrze się doprały w temperaturze 60 stopni. Włożyłam wszystkie do bawełnianego worka i prałam razem z ręcznikami. Prasowałam.
  • Zapas wacików starcza mi na trzy tygodnie, więc pranie wypada właściwie raz w miesiącu, można dodać przy praniu ręczników. To moim zdaniem nie jest uciążliwe.

Tradycyjna maszynka do golenia zamiast jednorazówki

Postanowiłam też w końcu, po zużyciu ostatniej jednorazowej maszynki do depilacji kupić tradycyjną maszynkę na żyletki. Nic wymyślnego – zwykła, znaleziona w Rossmannie maszynka z nieco zaskakującym ostrzeżeniem: nie sprzedawać osobom poniżej 18 roku życia. W komplecie 5 żyletek. Koszt: 15 zł. Nie będę Wam wyliczać oszczędności, bo trudno stwierdzić, jak często zmienia się jednorazowe maszynki/ostrza – jest to bardzo indywidualne.

Powiem Wam za to, że z takiej tradycyjnej maszynki może korzystać więcej niż jedna osoba – wystarczy zmienić żyletkę. Samo opakowanie maszynki to PET oraz tektura, czyli nie najgorzej, jeśli chodzi o szanse na recykling. No i jest to odpad powstały raz, przy zakupie.

maszynka do golenia less waste

Higieniczna zmiana na zero waste a oszczędności

Jak widzicie, przejście na dwa produkty w opcji less/zero waste kosztowało mnie 16 zł (wliczam koszt koszuli 😉 ) oraz ok 2 godzin mojego czasu (spacer do sklepu, wycinanie wacików).

Myśle, że te dwie zmiany mogą znacząco zmniejszyć ilość odpadów, także tych z tworzyw sztucznych (folia z wacików, z maszynek, same maszynki).

Czy warto? Oceńcie sami. Ja ze zmian jestem bardzo zadowolona i myślę, że są na tyle przystępne, by każdy mógł je wprowadzić właściwi od razu. Albo tuż po zużyciu tych produktów, które już macie. Spróbujecie?

Odwiedź mnie na Facebooku: facebook.com/SarnieZycie
Zajrzyj na Instagram: instagram.com/sarnie.zycie

Podobne posty – zainspiruj się!

Mniej śmieci w domu (część I) – 3 produkty, które łatwo kupić w stylu zero waste

PICIE WODY Z ULGĄ DLA PORTFELA I PRZYRODY

Agata Szczotka-Sarna

Agata Szczotka-Sarna

Fanka prostych przyjemności - dążę do bardziej świadomego życia, poszukuję minimalizmu w miejskim życiu. Prywatnie jestem mamą Edgara i Eryki, żoną M., właścicielką buldożka francuskiego imieniem Brutus. Staram się w swoim tempie i stylu godzić to, co rodzinne, z tym, co zawodowe. Dzięki blogowi spełniam się jako twórcza dusza.
Agata Szczotka-Sarna