Niech żyje papier 2! – relacja z wydarzenia

Na drugą edycję „Niech żyje papier!” wybrałam się z synem. I to rzuciło nowe światło na moją percepcję wydarzenia. Zobaczyłam papier tam, gdzie wcześniej tylko przemykał niepostrzeżenie. Zapraszam na relację z wydarzenia zorganizowanego przez magazyn Zwykłe Życie.

Dla mnie „Niech żyje papier” to w pierwszej kolejności warsztaty, spotkania, rozmowy. Zależy mi na tym, żeby wysłuchać, co mają do powiedzenia inni, zobaczyć w jakiej relacji z papierem żyją i dlaczego. Zasysam z tego inspirację. Ponieważ jednak na dzień wydarzenia przypadły także urodziny mojego syna, wiedziałam, że część dnia będzie związana z jego wyborami. Zapisałam go na zajęcia z sitodruku, a siebie na warsztaty z kolażu. Nie wiedziałam, że te dziecięce będą jedynymi, na które dotrę.

Fakt, że na drugą edycję „Niech Żyje Papier!” wybrałam się z synem, rzucił nowe światło na moją percepcję wydarzenia. Zobaczyłam papier tam, gdzie wcześniej tylko przemykał niepostrzeżenie – w naklejkach, drukowanych zdjęciach i akcesoriach z fotobudki. Ze strefy targowej wyszłam z jednym tylko zakupem i nie jest to notes, ani nawet nic dla mnie, a nawet nie jest to nic z papieru 😉

Poranna rozgrzewka

Wystartowaliśmy już o 10 rano – Edgar na zajęcia, a ja obejść pierwsze stoiska. Jeśli chcecie uniknąć tłoku i podpatrzyć jak papierowa machina się rozpędza, to jest znakomity moment na wizytę na „Niech żyje papier!”. Wystawcy jeszcze nie w komplecie, mało ludzi. Jest czas, aby porozmawiać o nowych notesach, technice ich powstawania.

To też czas, żeby spokojnie wypić kawę z kawiarence Muzeum Etnograficznego. Bílý Koníček tego dnia serwował ciasta i napoje w białej, papierowej zastawie, co miało nawiązywać do tematyki wydarzenia. Byłoby to urocze, gdyby nie fakt, że upaprane jedzeniem kubki i talerzyki to zaprzeczenie życia papieru – nie da się ich poddać recyklingowi, choć zwykły papier można tak przetwarzać aż siedem razy. Tak czy inaczej, kawa w dobrym towarzystwie to jednak zawsze miły początek dnia, więc – gdy już wyrzuciłam z siebie opinię na temat przedwczesnego mordowania papieru – miałam okazję spędzić czas z przyjaciółką przy kawie i szarlotce.

Sitodruk i naklejki – warsztaty

I nawet zdążyłam dołączyć do Edgara na warsztatach. Okazało się, że organizator zajęć – Pakamera – był gotowy na przyjęcie nie tylko dzieci, ale i opiekunów. Piękne kolory, ciekawe wzory na sitach, powielone także na arkuszach z naklejkami i płócienne torby, które każdy mógł ozdobić według uznania. Niby niewiele, ale możliwości twórcze ogromne. I tyleż samo zabawy!

Edgar – cichy podczas zajęć i z tęsknotą zerkający na ludziki Lego, które zabrał ze sobą – w domu z przejęciem opowiadał tacie, jak powstają wzory, jak sam je drukował. Mamy arkusze z nadrukami, które dodatkowo uzupełniliśmy naklejkami. Tak powstało moje stado fok (czy foki żyją w stadach?), które wykorzystam jako papier listowy oraz bujający w chmurach świat krokodyli autorstwa Edgara. Zrobiliśmy też torby – ja z foką, on z pędzącą autem żyrafą. Dla mnie bomba!

niech żyje papier - naklejki i plakaty (sitodruk)

Fotobudka odkryta na nowo

Dopiero korzystając z niej z synem, doceniłam dobre przygotowanie fotobudki. Przebieraliśmy w akcesoriach – były głowy zwierząt i wzory warzyw, były rozmaite okulary i wąsy. Rzecz jasna wszystko z papieru, co niby jest oczywiste, ale dopiero podczas zabawy z dzieckiem dotarło do mnie, że takie akcesoria łatwo samodzielnie przygotować w domu, otwierając „fotobudkę” na przykład na dziecięce przyjęcie. Albo ot tak, dla radochy, bo w końcu jak często masz okazję zostać wielkim brokułem?

Ponieważ właściwie nie miewamy drukowanych zdjęć, to także czyni te z budki wyjątkowymi – zapisują jakiś miły moment, są od razu w dwóch kopiach i na papierze! Mnie służą jako zakładka, Edgar swoje schował w szufladzie biurka, gdzie skrywa różne skarby. I tak w popularnej atrakcji – bo fotobudki bywają wszędzie – dzięki kontekstowi, zobaczyłam coś zupełnie nowego.

Książki i kameralność – spotkanie

Popołudniu udało mi się jeszcze dołączyć do spotkania „Księgarnie – blaski i cienie biznesu marzeń”. Sporo ciekawych wątków, jak choćby to, co dzieje się z rynkiem książki, gdy książki są sprzedawane w dyskontach, i tych typowo książkowych (najczęściej internetowych), i w spożywczych sieciówkach. Czym jest szacunek dla autora? A czym dla pracy ludzi w księgarniach?

Najmocniej zostało we mnie to, w jaki sposób Anka Karczewska, organizatorka Warszawskiego Weekendu Księgarń Niezależnych, mówiła o kameralności. O tym, że kupowanie książek kameralnie jest związane z odbiorem miejsca, które powinno być jak dom, a samo przebywanie w takiej księgarni powinno sprawiać nam przyjemność. Ważny jest więc także gospodarz – księgarz. Przemyślenia po tym spotkaniu wciąż jeszcze układają się w mojej głowie i gdy to zrobią, poświęcę im osobny wpis.

Zakładki na papierową zachętę

Do strefy targowej zajrzałam tym razem wyłącznie spacerowo. Nie szukałam niczego dla siebie, bo ostatnio zaopatrzyłam się należycie, chciałam za to znaleźć drobne upominki, który nadawałyby się dla pierwszaków. Jeszcze w przedszkolu mój syn odkrył zwyczaj obdarowywania dzieci podczas własnych urodzin. Edgar chciał go podtrzymać, tym bardziej, że w tym roku nie organizujemy przyjęcia. Wspólnie ustaliliśmy, że ołówki nie są potrzebne, bo dzieci już je mają, że gumki do mazania nie zużywają się dość szybko, ale zakładki – te są, jak to ujął Edgar „bardzo dobrym pomysłem”.

Na stoisku Wondermarket odkryłam zestawy magnetycznych zakładek – dokładnie takich jakich szukałam. Nie wszystkie wzory nadawały się dla dzieci, ale udało mi się wybrać 15 różnych. Bo przecież każde dziecko jest inne. Najwyżej się powymieniają 😉 Chociaż same zakładki nie są papierowe, myślę, że idealnie spełniają funkcję zachęty do obcowania z tradycyjną książką albo notatnikiem, w których można zaznaczyć ważne dla siebie miejsca. Dziś powędrowały z Edgarem do szkoły, zobaczymy czy się spodobają.

Drugą przygodę z „Niech żyje papier” zaliczam do udanych 🙂 W głowie kiełkują nowe pomysły, jest dobra energia. Czekam na kolejną edycję! Byłeś? Podziel się wrażeniami w komentarzu!

Odwiedź mnie na Facebooku: facebook.com/SarnieZycie
Zajrzyj na Instagram: instagram.com/sarnie_zycie_blog

Podobne posty – zainspiruj się!

Niech Żyje Papier! – kilka myśli po wydarzeniu

Zrównoważona praca i zrównoważone święta – mój osobisty tegoroczny sukces

Agata Szczotka-Sarna

Agata Szczotka-Sarna

Fanka prostych przyjemności - dążę do bardziej świadomego życia, poszukuję minimalizmu w miejskim życiu. Prywatnie jestem mamą Edgara i Eryki, żoną M., właścicielką buldożka francuskiego imieniem Brutus. Staram się w swoim tempie i stylu godzić to, co rodzinne, z tym, co zawodowe. Dzięki blogowi spełniam się jako twórcza dusza.
Agata Szczotka-Sarna